Rejs trwał: 964 dni 16 godz 20 mim 00 sek

 

czyli najkrótszy postój na stoczni, Coral Garden i 8 marca

 

Po 3 miesiącach zimowania wraca na Wassyla do Papeete cała nasza załoga (Artur, Bolo, Patrycja, Magda, Natalia, Marcin i Grześ), więc znów jesteśmy w komplecie. Pora deszczowa powoli przechodzi. Wprawdzie nadal codziennie pada deszcz, ale już nie przez szesnaście godzin a jedynie może dwie. Wysokie temperatury nadal trzymają, więc w środku dnia warunki są nie do wytrzymania. No chyba że w klimatyzowanym pomieszczeniu lub w sklepie spożywczym przy lodówkach z jogurtami. W każdej koi wiatraczek, czasem dwa, a nawet trzy – daje to trochę uczucie orzeźwienia, choć jak powietrze ma 35C to i wiatraczek cudów nie zdziała. Ale dość narzekania, czas podjąć ostatnie przygotowania do dalszej żeglugi.

04.03.2017

Na ten dzień czekaliśmy trzy miesiące. I nie mówię tu o samym wypłynięciu z Papeete, ale o wypłynięciu na stocznię na wyspę Raiatea. Już w październiku zarezerwowaliśmy dźwig i kawałek miejsca na kei aby wyciągnąć Wassyla z wody i dokonać niezbędnych konserwacji części podwodnej. I to właśnie dziś tam ruszamy. Przed nami 120Mm żeglugi, szkoda, że na silniku, bo wiatru niewiele.

 

05.03.2017

Jednak nie zapomnieliśmy jak żeglować (a właściwie motorować na autopilocie). W południe cumujemy przy kei miejskiej w miejscowości Uturoa na wyspie Raiatea. Szybki spacer po mieście, drobne zakupy i stwierdzenie, że nic tu się nie zmieniło. Wieczorem zaliczamy food track – to tu jest moja ulubiona wołowinka a la chinois. Mniam, mniam…

 

07.03.2017

Punktualnie o godzinie ósmej rano, z pustymi zbiornikami paliwa, z pustymi zbiornikami wody, bez konserw pod podłogą (które wyjedliśmy podczas „zimowania”) wchodzimy rufą do niewielkiego doku w stoczni Caranage. Wassyl maksymalnie wypróżniony, opróżniony, wybebeszony, odchudzony, a to dlatego, że tutejszy dźwig na kółkach ma nośność tylko 25 ton, a my ważymy… no właśnie, któż to wie, też coś koło tego.

Pierwsze wrażenie jakie Wassyl zrobił na tutejszych specach od wyciągania łódek nie jest optymistyczne: „looks heavy…” no ale spróbujemy. Spece zakładają pasy, wszystko sprawdzają i heya do góry. Nie wiem czy to jęczy dźwig czy jego operator, ale wszystko dookoła trochę drży. Gdy łajba wysunęła się z wody oczy operatora a zarazem głównego majstra od „wynurzenia” mówiły wszystko – NIE DA RADY. „Heavy, very heavy…” – no to klops. Pozostała jeszcze szybka jazda w dół i opuszczenie doku. Cóż, to był najszybszy remont łódki w historii, szkoda tylko, że mało skuteczny. Trzeba poszukać innej opcji.

 

 

08.03.2017

Na powrót do Papeete musimy kilka dni poczekać, bo wiatry nie są sprzyjające, a pod wiatr i fale na silniku to Wassyl trochę średnio sobie radzi (jak większość łódek). Wykorzystujemy więc chwilowe mini wakacje i udajemy się na kotwicowisko koło „Coral Garden” na Taha’a. Byliśmy tu już dwa razy, w sumie ze 4 dni, ale jest tu tak pięknie, że wszystkim się buzia cieszy.

Znów zagłębiamy się w koralowy kolorowy podwodny świat. Otaczają nas niemal te same 43 gatunki różnych ryb, przy czym wyraźnie widać, że niektóre z nich przez ostatnie miesiące podrosły. Walczymy z dość silnym prądem trzymając się od czasu do czasu korali, aby potem puścić się z rwącym potokiem i wraz z kolorowymi rybkami unosić się nad szybko przemijającym podwodnym ogrodem. Jest super, ta atrakcja się chyba nigdy nie znudzi.

Dziś jest dzień kobiet. Nie zapominamy o tym my, ale nie zapomina też i Magda która przygotowuje przepyszną kolację i pachnące czekoladowe ciasto.

Wieczór spędzamy w kokpicie, pałaszując smakołyki i jak zwykle planując podboje kolejnych wysp i krajów. Jest przyjemnie, no może temperatura mogłaby być o kilka stopni niższa.

 

Jutro druga tura na Coral Garden i wracamy na Raiatea, może będzie otwarty food truck.

 

 


Wyprawa współfinansowana jest ze środków Miasta Szczecin.

Partner wyprawy.

 


Partnerzy medialni:

         
 


O wyprawie przeczytasz także w:
     Rejsuj.pl                             
 

 


 

7 continents 4 oceans - the longest way around the Wolrld.