Rejs trwał: 964 dni 16 godz 20 mim 00 sek

 

Do wyspy Pitcairn pozostało: 972 Mm

Ilość jogurtów wyjedzonych wieczorem przez załogę: 6
Ilość dużych beczek na pokładzie:4

Od ponad doby znów żeglujemy na zachód. Prognoza tym razem jest prosta jak 3 metry drutu w kieszeni – przez tydzień mają wiać umiarkowane w sile wschodnie wiatry więc powinniśmy spokojnie płynąć do celu jakim jest niewielka wyspa Pitcairn. Ale dziś napiszę głównie o naszym pobycie na Wyspie Wielkanocnej.
Wyspa Wielkanocna / Easter Island / Isla de Pascua / Rapa Nui to dla wielu z nas jeden z najistotniejszych punktów na trasie całej wyprawy. Dla mnie rejs dzieli się na: w drodze na Wyspę Wielkanocną i to, co po niej. Nie rozczarowaliśmy się. Po długim, dwudziestojednodniowym, dość trudnym przelocie zakotwiczyliśmy nieopodal jedynej na wyspie osady - Hanga Roa.

Pierwszego dnia przechodziliśmy odprawy i organizowaliśmy specjalne zezwolenia na dodatkowy pobyt w Chile, gdyż piątka z nas przekroczyła dozwolone 90 dni (tak długo żeglujemy już od Puerto Williams). Sprawa oparła się o notariusza, pozostawione w archiwach nasze odciski palców oraz samego gubernatora wyspy. Zezwolenie wydano.

Na łódce ustaliliśmy porządek wacht w trakcie postoju oraz dodatkowe obowiązki. Pozostały czas mogliśmy przeznaczyć na gruntowne zwiedzanie wyspy. Ja wraz z Natalią, jako naczelni turyści wśród załogi, już przy pierwszej okazji czmychnęliśmy na zorganizowaną przez lokalną agencję wycieczkę. Spenetrowaliśmy w jej trakcie trzy duże jaskinie oraz spacerowaliśmy wysokim nadmorskim klifem. Kolejnego dnia dodatkowo z Alicją udajemy się na występy polinezyjskiego zespołu taneczno – śpiewająco – muzycznego. Dziewczyny kręciły tyłkami, chłopaki pomalowani w ślaczki robili groźne miny, a to wszystko to w rytm bębnów, gitar, mandolin i ukulele oraz śpiewów o zabarwieniu polinezyjskim. Było czadowo, do momentu w którym wciągnęli nas na scenę abyśmy też pokręcili bioderkami. Na szczęście nikt nie robił nam w tym czasie zdjęć.
Kolejnego dnia po dopasowaniu kasków do głów, zatankowaniu paliwa na full i wrzuceniu do plecaka śniadania w postaci dwóch bułek i bananów jesteśmy gotowi na poszukiwanie Moai rozsianych po wyspie (z pomocą skutera Yamacha o pojemności 125cm3).

W uszach szum, w oczach łzy a na liczniku… 33. Lekko dziurawa droga ciągnąca się wzdłuż północno-wschodniego wybrzeża prowadzi nas do najważniejszych miejsc związanych z Moai. Mamy okazję podziwiać i robić setki zdjęć tych niesamowitych posągów w kamieniołomie Rano Raraku, gdzie kiedyś powstawały, a dziś kilkadziesiąt z nich wyrasta z ziemi, jak grzyby po deszczu. Największa i najliczniejsza ława Moai znajduje się w Tongariki. Robią one ogromne wrażenie, a jak sobie człowiek spróbuje wyobrazić, że dzieło to zostało stworzone niemal gołymi rękoma to pozostaje jedynie wyrazić szacunek i podziw.
Odwiedzamy także jedną z nielicznych i z pewnością najpiękniejszą plażę na wyspie - w zatoce Anekena. Miło jest poleżeć na drobnym żółtym piasku, gdzie przed tobą piękne błękitne morze (właściwie ocean) a za tobą wysokie palmy i niesamowite Moai. Tylko dlaczego woda tutaj taka zimna?

Niemal tą samą trasę pokonują na rowerach Alicja i Grześ walcząc z silnym wiatrem i pagórkowatym terenem. Reszta naszej ekipy jeździ kolejnego dnia po tajemniczych zakątkach wyspy niewielkim jeepem. Wszyscy jesteśmy pod wrażeniem i wielokrotnie rozmawiamy na łódce o tajemnicach Rapa Nui. Grześ uparcie twierdzi, że w budowie Moai musieli pomagać kosmici.

Samo miasteczko Hanga Roa liczące trochę ponad 3 tys. mieszkańców składa się z niewielkich, parterowych domków rozsianych pośród gęsto występującej zieleni. Na wyspę przybywa dość dużo turystów dlatego występuje tu wiele drobnych hoteli, knajpek i sklepików z pamiątkami, z których i my skorzystaliśmy. Gdyby tylko ceny były trochę niższe.

Oprócz przyjemności turystycznych wykonaliśmy podczas postoju szereg prac związanych z jachtem. Musieliśmy naszym małym pontonem przewieźć ponad tonę wody, pół tony paliwa i ze dwieście kilogramów żywności.

Opuszczamy wyspę z lekkim niedosytem. Większość z nas chciałaby tu jeszcze wrócić a może nawet trochę pomieszkać.

Z trzema figurkami Moai ukrytymi w bakiście nadawał Bolo, stenotypowała Natalia, która ma aż cztery figurki.
 


Wyprawa współfinansowana jest ze środków Miasta Szczecin.

Partner wyprawy.

 


Partnerzy medialni:

         
 


O wyprawie przeczytasz także w:
     Rejsuj.pl                             
 

 


 

7 continents 4 oceans - the longest way around the Wolrld.