Rejs trwał: 964 dni 16 godz 20 mim 00 sek

 

24.05.2016 0300LT
Do Wyspy Wielkanocnej pozostało 553Mm
Ilość dzisiejszych resetów odsalarki: 12
Ilość obejrzanych dziś odcinków The Good Wife: 6

„Zachodni wiatr spienione goni fale…” te słowa starej piosenki bardzo dobrze opisują naszą żeglugę przez ostatnie dwie doby. Sztorm to może jeszcze nie był, ale mocna siódemka czyli po angielsku ‘near gale’ oznacza, że zabawa w jachting się skończyła. Front atmosferyczny który przechodzi gdzieś nad nami rozciągał się na kilkaset mil, a owy silny wiatr wiejący ponad dwie doby podniósł falę do wysokości nawet sześciu metrów. W tych warunkach nasz Wassyl to naprawdę mała łupinka tańcząca pomiędzy tymi falami. Na masztach zestaw sztormowy – fok, maksymalnie zarefowany grot i maksymalnie zarefowany bezan. Nie wiem czy naszą żeglugę można było nazwać płynięciem do przodu czy jednak trochę dryfowaniem, ale praktycznie nie przybliżaliśmy się do celu. Ponoć Ludek Mączka w takich warunkach na swoim jachcie „Maria” wyciągał butelkę wina, zamykał zejściówkę i spokojnie czekał pod pokładem aż wiatr się wywieje. Może to i jest jakieś rozwiązanie.

Życie w takich warunkach ogranicza się właściwie do wacht nawigacyjnych i bujania się w koi. Na zewnątrz co chwilę przelatuje jakaś fala, więc tam co najwyżej można wziąć szybki słony prysznic. Ale chyba przyzwyczailiśmy się do takich warunków, co najlepiej widać po kambuzie. Mimo, że wszystkie garnki latają, a talerz jest dla pożywienia niczym lodowisko jakoś sobie radzimy. Największym wyzwaniem w tych warunkach jest chyba wizyta w toalecie. Nasza jest na tyle przestronna, że trudno jest się w niej dobrze zasztauować.

Teraz życie powoli wraca do normy, wiatr przysiadł, fala nie. Odpaliliśmy silnik żeby jednak zbliżać się do celu. Jutro wieczorem ma powiać z północy, powinniśmy zatem trochę nadrobić dystansu. Wszyscy czekamy na tajemniczą Wyspę Wielkanocną.

Od dłuższego czasu szwankuje nam odsalarka produkująca słodką wodę. Nie wiedzieć czemu po kilku minutach od włączenia osiąga zbyt duże ciśnienie wody w systemie i się wyłącza. Marcin ją co chwilę resetuje , płucze jej wnętrzności stosowną chemią, wymienia filtry, ale te lekarstwa nic nie pomagają. Z tego powodu tuż po wyjściu z wysp Juan Fernandez zarządziliśmy maksymalną oszczędność wody. Kiedyś na Atlantyku zużywaliśmy jej ponad dwieście litrów dziennie, teraz już „tylko” pięćdziesiąt. Niestety żegluga trwa już ponad dwa tygodnie i woda w zbiornikach nam się właściwie skończyła. Korzystamy z ostatnich zapasów z dużych butli i trochę „na siłę” produkujemy dodatkowe litry ową psującą się odsalarka. Do picia i na zupę wystarczy, ale wszyscy marzą o kąpieli. Ja jak by ktoś pytał mam jeszcze pokaźne zapasy coli :)

Znad podwójnej porcji budyniu o smaku waniliowym nadawał Bolo
 


Wyprawa współfinansowana jest ze środków Miasta Szczecin.

Partner wyprawy.

 


Partnerzy medialni:

         
 


O wyprawie przeczytasz także w:
     Rejsuj.pl                             
 

 


 

7 continents 4 oceans - the longest way around the Wolrld.