Rejs trwa:
1
1
3
3
2
2
6
6
dni
2
2
0
0
godz
1
1
2
2
min
5
5
5
5
sek

 

08.03.2016 2300LT
 
Do Puerto Montt pozostało: ok. 1000Mm
Liczba widzianych dziś ogonów wieloryba: 1
 
Dopiero dwadzieścia procent drogi za nami przez kanały Patagoni a wydaje mi się, że możemy już co nieco powiedzieć o warunkach tu panujących:
 
1. Ciągle pada – nie są to może ulewy, ale wieeeecznaaa mżawka. Chwil bez deszczu jak na lekarstwo. Poza tym jak nie pada to znak, że za chwilę znów zacznie.
2. Dominują wiatry południowo zachodnie i zachodnie, minimum cztery Beauforta, najczęściej sześć.
3. Wiatry południowo zachodnie przynoszą arktyczne powietrze. Mamy niby lato a temperatura w dzień osiem stopni, odczuwalna z minus dwieście.
4. Dookoła nikogo nie ma, tylko skały, mech, trawy i niewielkie potargane wiatrem drzewa, w oddali ośnieżone szczyty i lodowce.
5. Wieloryby zapuszczają się w kanały
6. Gdzie byś nie płynął będzie pod prąd.
7. Jeżeli za rogiem zawrócisz i płyniesz prawie w przeciwnym kierunku to też jest pod prąd.
 
Z zatoki Silva wypłynęliśmy na motorku wraz z bardzo zmiennymi co do siły wiatrami. Prędkości znów nie porażały, trzy węzły już cieszą, przeszkadza głównie przeciwny prąd. Tuż po wypłynięciu z zatoki przestaje „siedzieć” mapa. Nie możemy więc sterować po zaplanowanej drodze, lub na wskazany punkt. Podstawą w nawigacji znów jest radar na którym robię co chwilkę namiary kursowe. W nocy dopłynęliśmy do bardzo wąskiego przejścia, po prawej burcie mamy niecałe sto metrów do przesuwającego się w ciemności lądu, po lewej zaś jeszcze bliżej jedna z niewielu oświetlonych boi stojąca tuż obok podwodnych skał. Poza tym jest strasznie ciemno i jak zwykle pada chłodny cholerny deszcz. 
 
O drugiej w nocy wchodzimy w kanał Brecknock na którego końcu jest kilka mil do przepłynięcia po oceanie zanim znów wejdziemy w kanały. Ten fragment jest opisywany w locjach jako bardzo niebezpieczny. Wiejący tutaj stały silny wiatr generuje dość duże fale, które napotykając skalne wybrzeża wypiętrzają się i mieszają z falami odbitymi. Według prognoz, ma być w miarę spokojnie, wiatr do pięciu stopni a fala do 3 metrów. Nie mogę nie brać pod uwagę porywistych szkwałów które są tutaj właściwie stałym dodatkiem do pogody. 
 
Zmniejszam powierzchnię grota do ostatniego trzeciego refu, a Grześ stawia małego foka. Płynąc wzdłuż ostatnich chroniących nas nieco wysp po nawietrznej dopadają nas pierwsze uderzenia wiatru. Raz po raz kładzie nas na prawą burtę, rozpędzając jacht do siedmiu węzłów. Przy tak niewielkiej powierzchni żagli oznacza to, że całkiem zacnie wieje. Możemy zgasić silnik. Fala pojawia się powoli i jest coraz większa. Zaczyna trochę bujać góra-dół a trochę rzucać na prawo - nie jest na szczęście aż tak źle. Wassyl trzyma się kursu robiąc pięć, sześć węzłów. Stopniowo odpadamy wykręcając na północ i wchodząc w kanał Cockburn. Za nami dość głęboko w kanał wchodzi też i fala, popychając nas dodatkowo do przodu. Fajnie jest znów pożeglować wyłącznie na żaglach, co ostatnio jest niezmierną rzadkością. Najtrudniejsza część tej trasy jest już za nami.
 
Dziś dzień kobiet. Wyskoczyłbym po jakiegoś kwiatka dla naszych dziewczyn, ale w pobliżu nie uświadczysz nie tylko kwiaciarni, ale i dziko rosnących okazów. Mógłbym jedynie wyrwać jakieś małe drzewko, tych w okolicy nie brakuje, szanujemy jednak otaczającą nas przyrodę. Pozostało złożyć życzenia i powspominać jak to święto wyglądało dawniej za komuny.
 
Znów stoimy na kotwicy u podnóży wysokich gór. Jesteśmy przy cieśninie Magellana, będziemy jutro przebijać się dalej.
 
W ciągu trzech dni przeczytałem książkę „Marsjanin” a dziś nad ranem obejrzałem film – książka dużo fajniejsza (jak zwykle). Polecam.
 
Z pod rozłożystych dębów (no może trochę przesadzam, to jakieś iglaki) nadawał Bolo

Wyprawa współfinansowana jest ze środków Miasta Szczecin.

Partner wyprawy.

 


Partnerzy medialni:

         
 


O wyprawie przeczytasz także w:
     Rejsuj.pl                             
 

 


 

7 continents 4 oceans - the longest way around the Wolrld.